Uncategorized

Nowy Swiat ep.3

Nowy Swiat ep.3
Nie wiem o której sie obudzilem, ale gdy otworzylem oczy wszyscy pozostali byli juz na nogach. Widocznie zachowywali sie dosyc cicho, bo obudzilem sie z wyspania a nie od dzwieków otoczenia. Pomyslalem sobie zartem, ze lepsi to ludzie niz sasiedzi w blokach tamci zaczynaja wiercenie o 7 rano. Popatrzylem wszystko bylo spakowane, ognisko juz sie jedynie gdzieniegdzie tlilo. Przeciagnalem sie i pomyslalem, ze juz dawno tak dobrze nie spalem.

G: O wielki ksiaze dlugo jeszcze bedzie spac?

Popatrzylem na Gabbi, widac jej sarkastyczny humor i docinki w moja strone sie nie skoncza. Pomimo tego bylo to w pewien sposób mile, ale nie zamierzalem byc bierny.

T: Czekalem, az moja sluzaca Gabbi zrobi mi sniadanie ehehe.
K: hehehehe

Kris który byl blisko zasmial sie, a Gabbi widzac jego reakcje podeszla i kopnela mnie w noge.

G: Wstawaj, przed nami daleka droga.
T: Myslalem, ze zabierzemy sie z Twoimi znajomymi.
K: Niestety my jedziemy do miasta. Mamy skóry i inne rzeczy do sprzedania, musimy kupic medykamenty.

To juz d**gi raz slysze o lekach. Widocznie to naprawde spory problem w ich osadzie do tego, ze cala ich spolecznosc robi wszystko by je zdobyc. Pomyslalem wtedy, ze to naprawde troskliwi ludzie, skoro dwójka jej znajomych wygladajaca na ludzi rzadnych przygód, wojowników trudni sie handlem byle zdobyc leki dla reszty ich osady. Wstalem szybko zalozylem brudne buty. Pomyslalem, ze bede musial sprawic sobie jakies w rodzaju takich jak ma Gabbi i jej znajomi, moje swietnie sie spisywaly w moim swiecie ale nie do wedrówek po swiecie gdzie nie ma chodników. Gabbi dogasila ognisko i widocznie byla w swietnym humorze, delikatnie krecila biodrami chodza w naszym malym obozowisku. Mialem wrazenie, ze zerka czy patrze na jej tylek czy ona tak nim macha. Po chwili wszyscy bylismy spakowani.

G: Do nastepnego razu Ben i Kris.

Pocalowala ich bardzo czule kazdego z nich.

B: Uwazajcie na siebie.
K: Nastepnym razem spedzimy wiecej czasu heeheh.
G: Mam nadzieje, bede tesknic.
T: Powodzenia.
B: Tobie takze nowy znajomy Gabbi eheh.

Po chwili ruszylismy w przeciwnych kierunkach. Usmiech nie schodzil z twarzy Gabbi. Cos sobie spiewala pod nosem. Nie moglem wytrzymac od pytan które rodzily sie u mnie w glowie. Gdy zauwazylem, ze powóz Bena i Krisa zniknal za wzniesieniem. Ciekawosc wziela góre.

T: Co was laczy?

Nie wiem czemu, ale mialem wrazenie, ze od poczatku czekala na takie pytanie. Powoli obrócila glowe w moja strone i z slodkim ale jednoczesnie wrednym usmiechem powiedziala.

G: A co ciekaw jestes az tak? A moze zazdrosny hehe?

Nie powiem czulem dziwnego rodzaju zazdrosc. Jednak te nasze male bitwy podczas rozmów zaczely mi sie podobac. Czulem dziwnego rodzaju napiecie miedzy nami, cos w rodzaju uczuc jakie towarzysza flirtowi miedzy dwójka która jest napiecie seksualne.

T: Moze…
G: hahaah moze? Wczoraj mówiles, ze Ci sie podobalo.
T: Tak o tylko mówilem.

Gabbi stanela, popatrzyla na mnie ze zloscia.

G: Skoro tak, to zegnam. Mozesz isc sobie w swoja strone. Ja Ciebie nie oklamywalam od poczatku. A wczoraj w nocy twój penis byl twardy, to kiedy sklamales wtedy? Czy teraz?

Czulem, ze mówi powaznie i czulem, ze jest zla.

T: Dobra podobalo mi sie. To chcialas uslyszec?
G: haah TAK! Mi takze sie podobalo widzialam podniecenie w twoich oczach, i to jak bardzo chciales byc na miejscu Bena i Krisa eheh.

Nie powiem czulem sie skrepowany. Gabbi tak latwo o tym wszystkim mówila, jej pewnosc siebie wybila mnie z rytmu i sprawila, ze poczulem sie jakbym sie bronil, a ona byla atakujacym.

G: A bardziej na miejscu Krisa czy Bena?

Patrzylem na nia nie dowierzajac, czy ona mnie wlasnie pyta czy wolalem wchodzic jej w usta czy w cipke. Tak bezposrednia kobieta, jeszcze takiej nigdy nie spotkalem. A u niej to wszystko bylo tak naturalne, nie udawala takiej, taka byla. I coraz bardziej czulem jak szalenie mi sie taka podoba. Jednak wiedzialem, ze jak dam po sobie poznac, ze mnie w ten sposób interesuje to znajac jej charakterek, zrobilaby wszystko by mi dopiec.

T: To i to.
G: hahaha nie ma tak, musisz wybrac.
T: No ale jak mam wybrac, skoro lubie to i to.
G: Oj no spróbuj, zrób to dla mnie, wybierz jedno.
Gabbi oblizywala warge, widzialem podniecenie w jej oczach. Zastanawialem sie co jej powiedziec, miala przesliczna twarz, seks oralny musial byc z nia nieziemski, ale jednoczesnie jej figura, tyleczek, wchodzenie w nia musialo byc równie dobre. Zaczalem sie zastanawiac.

T: Nie dam rady wybrac serio.
G: hahaha oj nie martw sie, nie bedziesz musial wybierac.

Popatrzylem na nia zszokowany, nie wiedzialem co mam myslec. Co ona przez to rozumie, ze zrobimy to i to? Nie skonczylem myslec o tym, a ona z dziwna satysfakcja i usmiechem powiedziala.

G: haha bo nie dostaniesz ani tego ani tego haha. A wiem co sobie pomyslales. Znam cie ledwie trzeci dzien ale mam wrazenie jakby to byly lata haha.

Popatrzylem na nia ze zloscia.

T: Wypchaj sie zboku. Nawet bym z Toba nie chcial…
G: I znowu klamiesz. A mówilam jak bedziesz klamal, to koniec naszej wspólnej wedrówki i idz sobie w swoja strone, sama pomoge ludziom w mojej osadzie. Ja Ciebie nie oklamuje, to jak chcialbys?

Patrzylem na nia bedac ostro wkurzonym juz tym wszystkim napiecie tylko we mnie roslo, mieszanka zlosci i podniecenia.

T: Tak chcialbym…
G: ahah no widzisz nie bylo tak trudno. Ale ja mówilam powaznie, nie zrobie tego z Toba.
T: Bo?

Popatrzyla prosto mi w oczy z dziwnego rodzaju satysfakcja.

G: Bo szalenie kreci mnie to jak z pozadaniem na mnie patrzysz i chcialbys to robic ze mna bez przerwy.

Przelknalem sline, czulem jakby czytala mi w myslach. Nie wiedzialem co powiedziec na to.

G: W mojej osadzie jest wiele ladnych dziewczyn, z pewnoscia któras Ci wpadnie w oko. Ale i tak bedziesz kazdego wieczoru myslal o mnie hihih.

Jej pewnosc siebie mnie przygniatala, mówila to z takim przekonaniem, az zaczalem w to wierzyc. Kolejne godziny nasze wedrówki mijaly, nasze tematy zeszly na przyziemne rzeczy. To jak wyglada jej osada, czy ma rodzenstwo, czy jej rodzice zyja. Dowiedzialem sie, ze miala dwóch braci ale zaraza ich zabrala. Jej rodzice nadal zyja ale coraz bardziej sie o nich martwi, ze moga nie dac rady niedlugo pracowac na roli i jak nie z zarazy to umra z glodu. Byla przybita opowiadajac o swoich rodzinnych stronach. Mówila, ze i tak ludzie u niej w osadzie maja sporo szczescia, ze lezy na szlaku przez co jest bezpieczniejsza, bo czesto przechodza przez nia zolnierze z królestwa, a takze lezy z dala od granicy przez co nie doswiadczyli grabiezczych najazdów sasiadów. Przez te godziny wedrówki mialem wrazenie, ze poznaje ja jako zwyczajnego czlowieka, tak jakbym sie z kims zaprzyjaznial w swoim normalnym zyciu. Czulem, ze prócz atrakcyjnosci fizycznej, to naprawde fajna dziewczyna z która warto sie przyjaznic. Wtedy ciekawosc wybrala i zapytalem

T: Masz chlopaka?
G: Chlopaka? Co masz na mysli.
T: Hm chlopak to taki etap przed mezem.

Wyjasnilem jej to najprosciej i najszybciej jak potrafilem.

G: Myslisz, ze majac chlopaka lub meza zrobilabym to z Benem i Krisem?
T: Nie wiem, zrobilabys?
G: hehe jesli chlopak by pozwolil.

Nie wiedzialem jak na to zareagowac. Przelknalem sline, mocno wpatrujac sie w Gabbi.

T: To u was normalne?
G: Tak, ludzie sami decyduja czy robia to jedynie z malzonkiem czy w wiekszym gronie. Wiadomo nikt nie lubi byc zdradzany, ale podchodzimy do tego, ze jesli chcemy sie bawic w wiekszym gronie i kazdy sie na to zgadza, to nikt nie widzi w tym problemu.

Docieralo do mnie, ze Ci ludzie do tych kwestii podchodza zupelnie inaczej niz w moim swiecie. Przypominajac sobie Bena i Krisa nie traktowali Gabbi jak puszczalskiej na raz, a bardziej jak przyjaciólke która dobrze znaja, i cala trójka sprawiala wrazenie, bardzo zzytych.

T: Rozumiem, a czesto to robisz z Benem i Krisem?

Nie wiem co mnie podkusilo, ale ciekawosc o jej zycie erotyczne byla coraz wieksza, i pytania same sie ze mnie wylewaly.

G: haha widac naprawde jestes ciekawski. Tak czesto. Praktycznie zawsze jak mamy okazje sie widziec. To porzadni ludzie wiem, ze zawsze moge na nich liczyc. A takze sie mi podobaja, i jak widac ja im równiez.

Patrzyla na mnie z duma i satysfakcja widocznie krecilo ja to, ze tak wypytuje, dawalo jej to poczucie ze mnie interesuje w ten sposób. Patrzylem na jej twarz z ciekawoscia.

G: Bez obaw, jak pomozesz mi z zaraza to zaprosze Cie na pokaz.
T: Wypchaj sie Gabbi.
G: hahah wiem, ze sie cieszysz.
T: Ani troche.

Jednak wypowiedz zakonczylem usmiechem, co Gabbi od razu zinterpretowala jako “tak”. Mijaly kolejne godziny. Zblizala sie noc.

T: Robimy obóz?
G: Nie jeszcze chwila, i znam miejsce gdzie sie zatrzymamy.

Szlismy dalej, za chwile uslyszalem wode, moze to jakis strumien. Tak tez okazalo sie jak myslalem, za chwile ujrzalem maly strumien a przy nim kilka budynków sprawiajacych wrazenie jakiejs gospody oraz miejsce dla koni. Coraz bardziej mialem wrazenie, ze to jakis swiat niczym z powiesci fantasy. Tylko dlaczego zamiast jakiejs ogromnej mocy, dostalem zboczonego kompana. No nic, lepsze to niz jakby byla brzydka, smialem sie pod nosem. Weszlismy do gospody. Mezczyzna sprawiajacy wrazenie wlasciciela od razu sie usmiechnal.

G: Witaj Stuart, poznaj mojego kompana Tom.
S: Witaj Gabbi, i takze Ty Tom.

Odnioslem wrazenie, ze ludzie w stronach Gabbi bardzo sie lubia, moze jakies dramatyczne sytuacje z historii tego rejonu sprawiaja, ze sa zyczliwi wobec siebie. Moze takie zachowanie pomaga im to wszystko przetrwac. Jak sobie przypomne wlasne doswiadczenia, to czasem zwykly sprzedawca w sklepie zamiast zachowac jak sie jak czlowiek to odburknie jak ostatnie gbur. A tutaj na razie wszyscy wydaja sie mili. Stuart byl postawnym mezczyzna na oko 50 lat, jednak po namysle nie moge sugerowac sie wlasnym doswiadczeniem, a tym swiecie ludzie prowadza znacznie trudniejsze zycie przez co moga wygladac na wiecej niz maja i byc moze ocenianie ich przez wlasny pryzmat moze kiedys mnie zmylic na tyle, ze sie to zemsci na mnie. Gabbi podeszla do Stuarta, i zaszokowala mnie ponownie. Pocalowala go bardziej namietniej nawet niz Bena i Krisa. O ile tamta dwójka to byli mlodzi faceci, o tyle Stuart z pewnoscia byl w wieku jej ojca. Wydalo mi sie to troche niepokojace. Moze serio Gabbi jest jakims wyuzdanym zbokiem bez zahamowan, a moze to normalne.

S: Dawno Cie nie bylo, wszyscy sie stesknili. Zaraz dam znac kucharce to cos wam przygotuje.
G: Nie moge sie doczekac, chodz Tom, odpoczniemy troche. A i daj mi ten mieszek z monetami które zdobyles wczoraj i tak nie ogarniasz tutejszych cen, to ci sie nie przyda.

Popatrzylem na nia zdziwiony, jednak miala racje, nie zapytalem jej zupelnie o kwestie finansowe, nie mialem pojecia ile co kosztuje ani takze nie znalem wartosci tych pieniedzy. Bez tej podstawowej wiedzy szybko padlbym ofiara jakiegos oszustwa, a sprzedawca by pomyslal o mnie jak o jakims naiwniaku. Rzucilem mieszek do Gabbi, ona pewnie go zlapala.

G: Stuart wezme jeden pokój.
S: Z dwoma lózkami?

Gabbi sie odwrócila w moja strone, patrzy zalotnie na mnie. Ciekawilo co powie, czy bedzie spac razem ze mna czy kazde z nas oddzielnie. Ale to co odpowiedziala Stuartowi bylo zupelnie czyms innym niz opcje o których sam pomyslalem.

G: A po co Tomowi dwa lózka, wystarczy mu jedno hehe.

To szybko dalo mi do zrozumienia, ze nie zamierzala tej nocy zupelnie spac ze mna w jednym pokoju. Jej perfidny usmiech nie znikal z jej twarzy. Zobaczyla mój grymas na twarzy który ja ucieszyl jeszcze bardziej. Stuart podal jej klucze.

G: Chodz Tom, musimy sie rozpakowac.
T: Ok

Szedlem za Gabbi, znowu zaczela krecic swoim tyleczkiem. Po chwili minal nas jakis mezczyzna, wydawal sie starszy niz ja, ale takze mlodszy niz Stuart, szedl w strone glównej izby w której przyjmowal nas Stuart, widocznie to jeden z gosci. Gabbi zwrócila szybko na niego uwage. A potem gdy przeszedlem kolo mnie wiodla za nim wzrokiem przygryzajac warge. Na koniec jej oczy spotkaly sie z moimi widziala, ze ja obserwuje i to, ze zainteresowala sie tym facetem.

G: No co? Zazdrosny?
T: pffff
G: Jak nie jestes to bedziesz hehe.
T: Wkurzasz mnie takim zachowaniem.
G: Oj tylko sie drocze, nie badz taki wrazliwy.

W koncu dotarlismy do naszego pokoju, Gabbi otworzyla drzwi, weszlismy i patrzylismy gdzie polozyc nasze rzeczy. Lózko stalo przy lewej stronie, po prawej byl stól i kilka krzesel.

G: Polóz rzeczy przy stole.
T: Ok.

Gabbi natomiast poszla w strone lózka i polozyla sie. Ja rozlozylem nasze rzeczy i takze mialem ochote odpoczac.

G: A ty gdzie? Idz przynies mi cos do picia.
T: Zapomnij, chce chociaz troche odpoczac.

Powoli zdjalem buty, poczulem ogromna ulge, zupelnie nie nadaja sie do wedrówek. Stopy byl opuchniete cieszylem sie, ze nie mam otarc, bo to juz byloby tragedia jakbym w takim swiecie bez nowoczesnych srodków transportu zalatwil sobie stopy. Chcialem juz usiasc na lózku obok Gabbi.

G: A moje? Zdejmij i moje.
T: Ehh nie przeginasz?
G: No zdejmij.

Powoli wyciagnela jedna noge po chwili d**ga, sciagnalem z nich buty. Byly to skórzane buty które konczyly sie w polowie lydki. Idealne do wedrówek a takze przez to, ze byly wyzszy chronily przed otarciami czy nawet ugryzieniem przypadkowego weza spotkanego w gestym lesie.

G: Dziekuje, a teraz wymasuj.
T: No juz o tym zapomnij, padam na twarz po calym dniu.
G: Jeszcze niedawno je calowales, a teraz sie stawiasz?
T: Wtedy bylismy w innej sytuacji, a teraz jestesmy towarzyszami w podrózy co nie?

Popatrzyla na mnie groznie. Czulem, ze zaraz cos powie co mnie wbije w sciane.

G: Skoro sie stawiasz, no trudno, to zaraz pewnie bedziesz spac, a mialam zamiar wziac Cie do pokoju w którym spi wlasciciel. Ale skoro taki jestes, no nic. Zaraz cale lózko bedzie twoje.

Popatrzylem na nia wiedzialem, ze nie zartuje. Pamietajac zeszla noc wiedzialem co sie bedzie niedlugo dzialo, ze Stuartem witala sie jeszcze bardziej czule niz z Benem i Krisem. Byc moze laczy ja z nim jeszcze bardziej zazyla wiez. Oparlem sie plecami o sciane, i wzialem polozylem jej stopy na swoich udach.

G: No widzisz, potrafisz byc grzeczny hehe, moze cos jeszcze z Ciebie bedzie.
T: Wkurzaj mnie jeszcze, to kiedys jak bedzie taka sytuacja jak z tamta dwójka co niemal nas nie zabili, co zrobisz jak nie wróce?

Masowalem jej w tym czasie stopy, nigdy bym nie przypuszczal, ze chodzac w takich butach wedrujac cale dnie bedzie miala tak delikatne i zadbane stopy. Nie dostrzeglem tego wczesniej jak byly w piasku i trawie. Zaczalem czuc prawdziwa przyjemnosc z dotykania ich. Gabbi patrzyla na mnie groznie za ostatnie zdanie.

G: Pomimo, ze rozwazalam Cie sprzedac albo uczynic niewolnikiem to wróciles. Po naszych wspólnych dniach i po tym jak na mnie patrzyles ostatniej nocy jestem pewna, ze wrócilbys. Powiem wiecej, jeszcze troche a bedziesz jadl mi z reki.
T: Gabbi szczerze wkurzasz mnie takimi tekstami…

Nie pozwolila mi dokonczyc przytknela mi jedna stópke do ust, a ja odruchowa ja pocalowalem.

G: No widzisz, jaki grzeczny sie zrobiles hehehe.

Po takim tekscie wezbral we mnie bunt i odepchnalem jej nogi, az niemal spadly z lózka. Poczula chyba, ze przegiela. Bo podniosla sie zblizyla swoja twarz do mojej, intensywnie patrzac w moje oczy przez kilka sekund, a potem szybko mnie pocalowala. Nie panowalem nad tym podnieceniem, szybko ja objalem i jak najlepiej odwzajemnilem jej pocalunek. Calowalem sie z nia jakbym mial 16 lat i to nastoletnie nienasycenie które przezywa nastolatek który odkryl jak wielka radosc daje namietne calowanie sie z dziewczyna która sie mu podoba. Zaczalem jezdzic dlonmi po jej ciele. Nie pozostawala dluzna, szybko polozyla jedna dlon na moim bicepsie, instynktownie zaczela go sciskac widocznie lubila jak facet byl postawny, moze przy takim czula sie bezpieczniej. d**ga szybko wyladowala na moim penisie i zaczela go mocno sciskac przez spodnie. Pare dni bez orgazmu i z takimi atrakcjami jakie mnie spotkaly spowodowaly, ze byl twardy jak skala, i czulem ze niewiele potrzeba bym doszedl. Szybko jedna reka chcialem rozpiac zamek, ale Gabbi zrobila to samo co poprzedniej nocy. Stanowczo uzywajac sily walnela mnie w dlon bym nie zaniechal tego. Przerwalem pocalunek patrzac jej prosto w oczy.

T: Co jest? Musze, czuje sie zle po tym wszystkim, musze poczuc ulge.
G: Ja powiem kiedy, a jak nie odpowiada to wychodze. To jak?

Czulem przeogromne napiecie w stosunku do niej, najchetniej bym ja rzucil na lózko i wzial nawet sila ale w tamtym momencie, nie chcialem by wyszla a juz na pewno nie wyszla sama.

T: Dobrze.
G: Co dobrze? Pelnym zdaniem.
T: Jezu nie wkurzaj.

Popatrzyla groznie, dajac mi czas bym odpowiedzial poprawnie tak jak chciala.

T: Dobrze, ty zdecydujesz kiedy.

Gdy to powiedzialem, szybko usiadla na mnie. Czulem sie jak nastolatek któremu na kolana przodem do niego siada dziewczyna, i wzajemnie nie moga przestac sie calowac. Calowalem sie z nia tak jeszcze z 20 minut. Dlonmi latalem po calym jej ciele. Pozwalala sie dotykac wszedzie. Nie moglem sie jednak dostac do jej krocza bo byla mocno przytulona do mnie, i sciskala nogi na moich plecach. Po chwili przerwalismy calowanie by zlapac oddech.

G: Podobalo mi sie Tom, chyba Cie lubie.

Mówiac to wygladala tak pieknie, ze slowa same wyszly z moich ust.

T: Ja Ciebie tez.

Usmiechnela sie tak przepieknie, ze jedyne co moglem zrobic to czule ja przytulilem. Przytulalem tak jeszcze chwile. Nie chcac jej chociaz na moment wypuscic.

G: Tom, ale ja zaraz musze isc. Wczoraj sie Toba bawilam, ale dzisiaj jesli nie chcesz nie musisz tego ogladac.

T: Ide z Toba.

Usmiechnela sie jeszcze mocniej, i pocalowal mnie bardzo czule w usta.

G: Ciesze sie.

Bunlar da hoşunuza gidebilir...

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir